LoGO

Nurkowanie w Chorwacji

 Amber-Divecenter

PSAI_logo

DAN logo

 

 

 

 

 

Czy ktoś jeszcze pamięta atrament?
Pisanie piórem ze stalówką zamaczaną w kałamarzu z atramentem, było nagrodą za pięknie wykaligrafowane literki .
Magiczny atrament miał magiczny zapach i kolor. Towarzyszy mi odkąd pamiętam i z pewnością jestem już od niego uzależniona.
Mój atramentowy świat przybiera różne barwy. W dzień kiedy mocno świeci słońce jest złoty, błękitny, turkusowy lub szafirowy, w dni pochmurne, szary lub zielony. Ale jeden jedyny, mój najbardziej ulubiony, jest granatowy we wszystkich swoich odcieniach i tylko w nim odbijają się gwiazdy.
Chyba wszyscy kochamy góry, zachwycamy się pięknem lubimy po nich chodzić, zdobywając swoje małe lub większe szczyty. Są piękne. A gdybyśmy tak zalali te góry atramentem i zgasili światło? Zrobiło się strasznie.
Ogólny lęk przed ciemnością. Nie dziękuję, tylko nie nurkowanie nocne.
Niedocenianie nurkowanie nocne, niewielu się na nie decyduje. Na hasło kto chce nurkować w nocy, zazwyczaj odpowiada cisza. Każda wymówka jest dobra. Przynajmniej dziewczyny są wtedy szczere i mówią, że po prostu się boją. Reszta zazwyczaj nabiera wody w usta i nadrabia miną. Pierwszy raz zawsze przynosi ze sobą wiele niespodzianek, stresów i lęków, które nosimy w sobie. Ale jak już ktoś raz spróbował, nigdy tego nie zapomni. Samo spojrzenie w ciemną niewiadomą, będąc jeszcze na łodzi, każe nam się zastanowić - czy aby to była słuszna decyzja i tak ogólnie to co ja tutaj robię? Na całe szczęście, nieodparta chęć poznawania i doświadczania czegoś nowego drzemie w nas i choć czasami głęboko ukryta w zakamarkach duszy, pozwala na zadanie sobie pytania – dlaczego nie? Jeśli tylko można przeżyć coś pięknego i skorzystać z wyjątkowego zastrzyku adrenaliny, nie marnujmy takiej szansy.
Skok do wody i już nie ma odwrotu, pierwszy krok zrobiony - ten najważniejszy. Pod nami ciemność, nad nami gwiazdy. Błysk latarki, jednej , drugiej, trzeciej i wyglądamy jak robaczki świętojańskie. Zanurzamy się.
Nurkowanie w atramencie sprawia, ze nasze ruchy są jakby wolniejsze, dokładniejsze i bardziej oszczędne. Po chwili oddech wraca do normy, oczy pogodziły się z ciemnością, a serce przestaje walić jak oszalałe. Wszystko zaczyna się dziać w zwolnionym tempie, bo atramentowa woda zrobiła się gęstsza. Magia działa. Przenieśliśmy się w inny wymiar w innym świecie. Fajnie znaleźć się znowu w krainie czarów.
Moja partnerka spojrzała na mnie pokazując znak ok. Jej oczy zdradzają to samo. Są duże i to nie ze strachu, jest tak samo jak ja zauroczona tym co zobaczyła. Zawieszone w atramentowej toni dwa świetliki oglądają kolorową rybę, wyrzucając z siebie miliony srebrnych bąbelków. Przed nimi dwa inne snopy światła wydobywają z granatowej toni niesamowite kształty jakby z innej planety, inne oświetlają ławicę przepływających srebrnych rybek z czarną kropką, a wszystko to skąpane jest w produkowanej przez nas perełkowej kąpieli bąbelków powietrza .
Nasza wyobraźnia zaczyna działać, wyostrzają się zmysły, podwodne góry zmieniają kształty, robią się większe i tajemnicze, pojawiają się fantastyczne cienie. Przepływając przez małe wąwozy między górami , co chwila spotykamy zaskoczoną nasza obecnością przepięknie brzydką , uśmiechniętą skorpenę, intensywnie czerwoną na tle atramentowej wody. Na zboczu góry napotykamy olbrzymiego, długonogiego kraba zwanego tutaj Grancigula. Wszystkie kolory , które wydobywają światła naszych latarek są najpiękniejsze właśnie w nocy. Jeśli mamy szczęście możemy spotkać mikroskopijne świecące żyjątka, zawieszone w wodzie. Jeden ruch ręki i mamy swoją, rozświetlona drogę mleczna. Czas upływa błyskawicznie, jeszcze tylko sprawdzamy co słychać u naszej znajomej ośmiornicy, mieszkającej w dużym kilkumetrowym ,samotnie stojącym głazie i wracamy. Szkoda, że to już koniec. Dopływamy do miejsca wyjścia , z dala widać już błyskające światełko zawieszone na linie kotwicznej. Światełko skacze w górę i w dół, to znak, że nasze wyprasowane jeszcze 40 minut temu morze zmieniło się w pomarszczone. Zmieniła się pogoda i zaczął wiać wiatr, a więc wynurzamy się na powierzchnię. Jeszcze tylko ostatnie spojrzenie za siebie i bezgłośnie wypowiedziane dwa słowa – warto było. Spoglądamy w górę, podświetlona z pod wody powierzchnia morza srebrzy się skąpana w uciekających bąblach powietrza, a miedzy nimi my- świetliki.
Nurkowanie w atramentowym świecie jest już przeżyciem samym w sobie. Doskonale wycisza, relaksuje, daje możliwość innego spojrzenia na nurkowanie i bardzo korzystnie wpływa na nasze samopoczucie. Likwiduje nasze lęki, strachy i uprzedzenia, pozwala uwierzyć w siebie, a jednocześnie uczy dyscypliny i pokory. Można zachwycać się ciszą, wsłuchując się w bicie własnego serca i oddechu, poczuć życie każdym skrawkiem swojego ciała i zapomnieć o wszystkim co zostawiliśmy na powierzchni. Nie musimy się nigdzie spieszyć. Odkrywamy w sobie nowe możliwości, a nasze zmysły mają okazje poszaleć . Dla mnie wtedy woda zawsze pachnie atramentem z kałamarza.
Jest takie miejsce w Dalmacji, gdzie zawsze nurkujemy w nocy, bezpieczne, nie głębokie, z białym dnem i mnóstwem życia. Byliśmy tam już wiele razy w ciągu dnia i w ciągu nocy. Po mimo tego, za każdym razem jest tam coś do zobaczenia, bo każde nurkowanie jest inne. Idealne miejsce na nurkowanie nocne, to właśnie nasze góry zalane atramentem. Piękne w dzień, w nocy zmieniają się w inną planetę. Dostępne dla ludzi z wyobraźnią, niedostępne dla ignorantów.
Dobrze zaplanowane, zorganizowane i przeprowadzone nurkowanie nocne pozostawia na zawsze pozytywne wspomnienia, przełamuje bariery szczególnie wśród tych niezdecydowanych (dziewczyn).
No i na koniec - uśmiech na twarzy mojej partnerki – bezcenne.
Gorąco polecam.

Grażka