LoGO

Nurkowanie w Chorwacji

 Amber-Divecenter

PSAI_logo

DAN logo

 

 

 

 

 

Najlepsza jest mętna, zielonkawa, świeżo wyciśnięta . Oczywiście nie mam na myśli „cioci Róży”, chociaż ma ona z tym wiele wspólnego. Oliwa z własnoręcznie zbieranych oliwek, pachnie słońcem, smakuje uśmiechem, błyszczy niezwykła atmosfera, żartem, piosenka, opowieścią.

Drzewa oliwne rosną na wyspie wszędzie. Najpiękniejsze są te bardzo stare, o niesamowitych kształtach poskręcanych pni. Na wiosnę obsypane białymi , drobnymi kwiatkami niczym płatkami śniegu drzewka, delikatnie pachną. Ich zapach dorównuje urodzie żywej pełnej srebrzysto-zielonych liści koronie. Potem płatki śniegu zamieniają się w małe zielone kuleczki, które rosną wygrzewając się w słońcu, aż nadejdzie ten dzień, który zamieni je w złocisto- zielony , pachnący ,oleisty płyn.

No i udało się, jutro wcześnie rano jedziemy zbierać oliwki! Miejsce dobrze nam znane , przepięknie położone w górach z widokiem na morze i cały Supetar. Pogoda piękna chociaż to październik, słońce mocno grzeje. Jak to we zwyczaju do pomocy przy zrywaniu oliwek przychodzą wszyscy znajomi i przyjaciele. Drzewek jest dużo, a każdą oliwkę trzeba zerwać własnoręcznie. To żmudna i ciężka praca, wiec przyda się każda para rąk do pomocy. Oliwki trzeba jeszcze tego samego dnia odwieźć do tłoczenia. A wiec do roboty. Dostajemy fartuszki kangurki z wielkimi kieszeniami na oliwki i zaczynamy zrywać. Na początku idzie nam powoli, ale w miarę przesuwania się od drzewka do drzewka nabieramy wprawy i wcale nie jesteśmy gorsi od tutejszych zbieraczy. Chociaż patrzyli na nas z lekkim przymrużeniem oka, no bo my mieszczuchy to chyba nie damy rady, po dwóch godzinach już nikt z nas nie żartował. Praca idzie niezwykle sprawnie, widać lata wprawy. Wiadra zapełniają się szybko i równie szybko znikają, a na ich miejsce pojawiają się puste. Trzeba uważać żeby nie zrywać z oliwkami liści, bo trzeba będzie to wszystko potem przebierać. To co przez przypadek spadnie na ziemię też trzeba pozbierać. Nic nie może się zmarnować. Drzewka są specjalnie przycinane, żeby gałęzie nie rosły do góry, wtedy łatwiej je zbierać. Pomimo tego i tak nie wszędzie można sięgnąć. Śmiechom i żartom nie ma końca, no i cały czas towarzyszą nam przeróżne dalmatyńskie piosenki śpiewane przez zbieraczy. Pięknie jest.

Mała przerwa na posiłek. Ach! żal było wstawać od stołu. Czego tam nie było, same tutejsze smakołyki , spłukane winem własnej roboty. No i jak dla mnie cudo odkryte tego roku. Świeże kwiaty cukinii w piwnym cieście. Bajka.

Ale nikt nie przebije „cioci Róży”. Jest duszą towarzystwa, słychać ją wszędzie i pomimo dawno skończonych ,słusznych lat jest najlepsza w zbieraniu oliwek. Mam wrażenie, ze oliwki same wpadają do jej fartucha Nie mogłam się napatrzeć. Jest szybka jak błyskawica, pełna energii, istne „80 letnie ADHD”. Najlepsza na całym Braču. Zebraliśmy do popołudnia ponad tonę oliwek , wielka górę zielonych kulek, która natychmiast pojechała do oliwiarni.

Żeby uzyskać 1 l oliwy trzeba od 8 do 10-12 kg oliwek. Wszystko zależy lata, słońca, deszczu i wielu innych czynników. Za prace płaci się świeżo wytłoczona oliwą. Po całym dniu zbierania przynajmniej wiem dlaczego nie jest ona tania. Na koniec okazało się , ze jestem jednak laikiem. Nie wiedziałam, że czarne oliwki to te same co zielone. Jeden długi rządek drzewek zostawiliśmy, żeby oliwki bardziej dojrzały i zrobiły się czarne. Ciemna masa ze mnie, ale co tam człowiek uczy się całe życie.

Następnym razem nie dam już plamy i już nie mogę się doczekać tych zielonych kulek.

Grażka