LoGO

Nurkowanie w Chorwacji

 Amber-Divecenter

PSAI_logo

DAN logo

 

 

 

 

 

Jakoś tak się składa, że jak nagle zgaśnie światło czujemy się dziwnie. Tak bardzo jesteśmy przyzwyczajeni do żarówki, że trudno nam wykonać po ciemku najprostszą czynność. Trudności się spiętrzają jeśli znajdziemy się w tym momencie w nie znanym nam miejscu, a co dopiero w „obcym” środowisku. Chyba nikt nie zaprzeczy, że w dzieciństwie bał się ciemności. W końcu przeróżne bajki, te pisane, czytane i te oglądane skutecznie nam w tym pomagały. Dlatego to światełko gdzieś zawsze musiało się palić. Minęło parę lat i bajki zamieniliśmy na horrory i takie tam inne różne strachy. No bo przecież w lesie po ciemku zawsze jest strasznie!

A pod wodą?

Kiedy dopływamy do jaskini i pokazujemy wejście do niej, spotykamy się z różnymi reakcjami. Jak to w życiu bywa, jedni są zachwyceni, drudzy nie.

Wejście do jaskini Lucia na wyspie Brač, to widoczne z powierzchni dwie czarne dziury, znajdujące się pod woda na głębokości 4 m.

Wiem, wiem, co to dla nas trudnego, nie jedną jaskinię już zaliczyliśmy!

A co z tymi, którzy nigdy jeszcze nie byli w jaskini, albo zdecydowanie ich nie lubią, albo właśnie są świeżo po kursie i właściwie to wszystko jest jeszcze tak samo trudne.

Jaskinia Lucia jest olbrzymią, zalaną komnatą w kształcie walca, z dnem podniesionym w części centralnej i obniżającym się z obu stron do większej głębokości, tworząc dwa ślepe korytarze.. Po lewej stronie przy wejściu do korytarza spotkamy dość duże stalaktyty, na ścianie wejściowej na dnie usypany jest spory kopczyk z opadających kamieni.

Podpływając do otworów wejściowych nie widzimy niczego oprócz ciemności. Nie pomoże nam żadna latarka. Wejście do jaskini to po prostu wpłynięcie w ciemność. Na początku może być strasznie, ale potem kiedy już znajdziemy się w środku , odpłyniemy w głąb jaskini i odwrócimy się w stronę wejścia, wystarczy chwila aby oczy zaczęły widzieć. Niestety błędnik potrzebuje trochę więcej czasu i w tym momencie należy zachować szczególna uwagę, bo bardzo łatwo możemy opaść w dół ( a jest głęboko) lub przykleić się do sufitu.

A więc latarki w dłoń, pływalność ustalona i zaczynamy. Opływamy jaskinię dookoła po woli zwiększając głębokość. No i tutaj często zaczyna się mały horror, kiedy z przerażeniem obserwujemy kłęby podniesionego z dna piachu, a nad nim w pozycji pionowej bezradnie machającego płetwami nurka. Robi się nie ciekawie, bo jeszcze chwila i mgła spowije całe dno i tyle będzie widać. Płynąc dookoła jaskini naprawdę warto zatrzymać się i popatrzeć z dołu na otwory wejściowe, które teraz wyglądają jak piękne błękitne oczy, a wokoło światła latarek, małe postaci nurków i lecące do góry pęcherzyki powietrza. Wszystko jak gdyby zawieszone w próżni.

Latami w jaskini żyły duże drapieżne ryby zwane seriolami lub gofami. Zatrzymując się w toni na przeciwko wejścia do jaskini można było podziwiać ja pływają wewnątrz zawsze po skosie ściany, jedna za drugą. Czasami przepływały na wyciagnięcie reki trzeba było tylko cierpliwie czekać i nie ruszać się.

Kilka lat temu w jaskini żyła sobie taka rodzinka, mamusia, tatuś i dziecko. Jedno z nich pływało z wbitym grotem powyżej głowy. Niestety, ktoś na nie zapolował w ich własnym domu. Potem podobno- chodzą takie opowieści- wpłynęli do jaskini nurkowie z pewnej bazy i zabili wszystkie ryby, za co spotkała ich potem bolesna kara. Ile w tym prawdy? Faktem jest że ryby zniknęły i długo żadnej nie widzieliśmy. Któregoś roku, po sezonie popłynęliśmy do jaskini na nurkowanie. Kiedy wpłynęliśmy do niej po prostu nas zatkało. W środku kłębiły się dziesiątki ryb. Zatrzymaliśmy się w środku, a one pływały wokół nas. Było pięknie dopóki nie wpłynęli następni. Przedstawienie się skończyło. Przez kolejny rok w jaskini było pusto. W tym roku nasi przyjaciele zobaczyli dwie duże ryby w jednym z korytarzy . Mam nadzieję, że wróciły i znowu będziemy mogli je podziwiać w całej okazałości.

Jaskinia jest dostępna i przyjazna dla wszystkich, trzeba tylko uszanować jej mieszkańców i tych, którzy nurkując po nas też chcą coś zobaczyć.

Z łezką w oku wspominam starego siwego robala czyli jastoga żyjącego sobie od lat w jakimś korytarzu na dnie. Często można było go spotkać spacerującego po piachu. Już go nie ma. Na kamiennej górce usypanej na ścianie wejściowej żyją w dość licznej grupie małe wężowidła, a dalej na wprost na dnie piękny czarny ukwiał. Ściany jaskini porośnięte są już gąbkami, a na nich można spotkać małe skarpiny , kraby i małe rybki. Będąc w jaskini nie należy się spieszyć. I tak wszystkiego za jednym razem nie da się zobaczyć i obejrzeć. Jest pięknie wysklepiony sufit i jakby poukładane z klocków ściany, stalaktyty, a za nimi ziejąca ciemnością czeluść, nie dla wszystkich dostępna bo dość głęboko. Ale na to wszystko można popatrzeć z góry, też dobrze widać. Szczególnie jeśli mamy problemy z pływalnością. Zdecydowanie lepiej dla wszystkich ,jest pływać parę metrów powyżej dna. Należy również nie zapominać o szybko upływającym czasie. Kończąc nurkowanie wpływamy w błękitną wodę dużych oczu, tak jak byśmy wrócili z innego świata.

Po wypłynięciu z jaskini warto skierować się w prawą stronę. Wydobywające się z jaskini malutkie pęcherzyki powietrza tworzą jakby misternie utkaną, delikatną zasłonę. Na koniec odwiedzam zawsze mojego małego przyjaciela. Od lat mieszka w dużym głazie, jest cieniutki, długi i cały niebieski.

Grażka