LoGO

Nurkowanie w Chorwacji

 Amber-Divecenter

PSAI_logo

DAN logo

 

 

 

 

 

 

Mój pierwszy raz był…. Zaraz, zaraz to nie tak jak myślisz.
No to od początku. Wszystko jest kiedyś pierwszy raz i albo nam się spodoba, albo … nigdy więcej.
Najgorzej jest jak nas to wciągnie, wtedy przepadliśmy na maksa i nie ma zmiłuj, pozostanie z nami do końca życia. Znowu kosmate myśli? No nie, ja nie o tym.
Mój pierwszy raz pod wodą!
Tam, gdzie musimy zmierzyć się ze sobą, swoimi słabościami, fobiami, wyobraźnią no i przede wszystkim swoim ego, raz wielkim raz malutkim, ale zdecydowanie większym albo mniejszym po wyjściu z wody. Wtedy możemy sobie powiedzieć w oczy: jestem wielki, albo wielka.
Jakkolwiek by nie było, zawsze jest tak samo, albo się do tego przyznajemy, albo nie. Każdy ma do tego prawo.
Ogólnie dostępne, różnie nazywane, pierwsze nurkowanie czyli :”discovery”, „introdaction” etc.
Ma , a właściwie powinno w maksymalnie bezpieczny i przyjazny sposób wprowadzić i zachęcić do nurkowania. W końcu w dobie dostępu do wszelkich uciech tego świata, wszystko wydaje się być dla każdego , w zasięgu ręki i takie proste. Tyle razy widzieliśmy to w telewizorni. Teoretycznie tak, ale….
Teoretycznie, każdy może spróbować, każdy oprócz tych ,o których zdecydowanie źle wypowiedziała się jedna z „trzech białych śmierci” , czyli służba zdrowia. Przed spróbowaniem należało by się zastanowić co myśli o twoich uszach, zatokach, sercu itp. Ostatecznie , każdy oczekuje czegoś wspaniałego, a nie bólu i rozczarowania.
Całkowicie odrębnym tematem są dzieci , często bardzo młode organizmy, wymagające zupełnie innego podejścia i postępowania, zarówno w stosunku do nich jak i ich rodziców. Dlatego też maluchy na razie zostawmy w spokoju.
Zdarza się, że nurkowania chcą spróbować ludzie, którzy nie potrafią pływać, albo może dokładniej potrafią pływać do momentu kiedy mogą stanąć na dnie, potem się topią. No i co z tym fantem zrobić. Innym razem mamusia lub tatuś na siłę wpychają swoje „wyrośnięte” dziecko w ręce instruktora, przy jednoznacznym braku chęci z jego strony, co zdaje się krzyczeć z jego twarzy, mówiąc co o tym wszystkim myśli. Bywa i tak, że brzydka część ludzkości robi niedźwiedzią przysługę swojej pięknej połówce, dla której zdecydowanie lepszą opcją jest polowanie na raka skóry, czyli nic nie robienie oprócz konsekwentnego obracania na plaży ,wszystkich części swojego ciała, które tylko można obsmażyć. Oczywiście wśród wszystkich chętnych są i tacy, którzy dokładnie wiedzą czego chcą, a przynajmniej tak im się wydaje. Na pytanie, czy kiedykolwiek mieli płetwy na nogach i maskę na twarzy, przeważnie wszyscy odpowiadają twierdząco. Nieliczni przyznają się do tego , że nigdy nie mieli z tym do czynienia. I tak w końcu , życie wszystkich zweryfikuje pod wodą.
Generalnie nigdy nie można na tzw. pierwszy rzut oka określić czy ktoś jest lepszy, czy też gorszy, czy sobie poradzi, czy też nie, czy będzie potrzebował większej opieki albo wręcz trzeba będzie za niego wszystko zrobić, rzecz jasna pomijam tu fakt oddychania, bo tego nijak się nie da zrobić za kogoś.
Jakże często okazuje się, że posiadacz mało wysportowanej sylwetki, ma nieźle wysportowany mózg i pod wodą zachowuje się jak ryba w wodzie i odwrotnie. Faktem jest, że sama sprawność fizyczna to nie wszystko. Nie podważam jej przydatności, szczególnie w tym dość „ciężkim” sporcie, ale równie istotne jest uruchomienie mózgu, a nie tylko mięśni. Szczególnie gdy wcześniej zostaliśmy skutecznie „przestraszeni” przez opowieści, tych którzy kiedyś już tego spróbowali, zazwyczaj w ciepłych krajach, gdzie często bez zbędnych ceregieli zostali ubrani i dosłownie wrzuceni do wody na głębokość 20 metrów. Co było dalej, każdy może się domyślić. Miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle. Dużo wysiłku trzeba włożyć w przekonanie kogoś kto tego spróbował, żeby jeszcze raz chciał wejść pod wodę. Nic w tym dziwnego, skoro nurkowanie kojarzy się tylko z bólem uszu, głowy i walką o życie. Żadne nawet najpiękniejsze rybki nie są w stanie zwrócić na siebie uwagę, a jedynym marzeniem jest jak najszybsze wydostanie się na powierzchnię i zakończenie tego koszmaru.
Dlatego też decydując się na ten pierwszy krok, należy upewnić się jak będzie on wyglądał, zaznajomić się z miejscem, bazą i instruktorem.
Niezbędne jest teoretyczne wprowadzenie do naszego pierwszego nurkowania. Poznanie podstaw fizjologii, obsługi sprzętu, techniki pływania pod wodą, oddychania i ewentualnych problemów jakie możemy napotkać, jak sobie z nimi poradzić w sytuacji awaryjnej, poznanie podstawowych zasad komunikacji, omówienie planu nurkowania, wysłuchania pytań, rozwiania wątpliwości etc. Nie możemy również zapominać o oswojeniu się ze sprzętem w wodzie, przyzwyczajeniu się do środowiska, innego sposobu oddychania, wyrównywaniu ciśnienia, wszystko jasno i przejrzyście, małymi kroczkami, aż do skutku. Trochę tego dużo, ale za to satysfakcja gwarantowana. I tak, jak to się już utarło, pod wodą traci się 50 % inteligencji(czasami nawet więcej), ale jeśli chociaż część informacji zostanie w naszych umysłach to już jest bardzo dobrze. Dobrze wyszkolony, doświadczony instruktor będzie potrafił zaopiekować się nami pod woda, mając nad nami całkowitą kontrolę, obserwując nas bacznie i w każdej chwili zareaguje, przewidując i nie dopuszczając do wystąpienia problemu, a przy tym coś nam jeszcze pod tą wodą pokaże. W końcu po to się pod nią znaleźliśmy.
Często zdarza się usłyszeć pytanie jak głęboko będę nurkować? A potem małe rozczarowanie, jak to tak płytko? A mój kolega był w Egipcie i nurkował na 20 metrach. Niestety nasi egipscy „przyjaciele” robią nam często wątpliwą przysługę i to nie tyczy się tylko pierwszego wejścia do wody, ale również kursów podstawowych, z czym mamy bardzo często do czynienia, spotykając nurków OWD po kursie w ciepłych krajach, nie umiejących nawet „przykręcić tego do tamtego”.
Pierwszy kontakt z podwodnym światem ma być przede wszystkim bezpieczny , dostarczając nam przy tym niezapomnianych wrażeń, sprawiając ,że czujemy niedosyt i chcemy więcej, więcej i jeszcze więcej. Nawet na 2 metrach jest co oglądać, czy musimy do tego od razu dokładać jeszcze zero. Potwierdzeniem tego jest szeroki uśmiech po zakończeniu nurkowania i słowa : „widziałam konika polnego!”
Profesjonalnie przeprowadzone „discovery” zarazi nas bakcylem i nie będziemy już mogli się wyleczyć. Wielokrotnie jest to bodziec do zrobienia kursu podstawowego, nawet jak się o tym wcześniej nie myślało i nigdy nie jest na to za późno. A potem to już jest tylko lepiej i lepiej. Nowe życie, nowy świat, nowe plany, nowi przyjaciele no i nowe wydatki. Ale co tam, torebki na automaty też są super, a zegarki nurkowe? Od razu wszyscy wiedzą z kim mają do czynienia. Czy można się temu wszystkiemu oprzeć?

Grażka