LoGO

Nurkowanie w Chorwacji

 Amber-Divecenter

PSAI_logo

DAN logo

 

 

 

 

 

Często zdarza się, że na urlop chcemy lub też musimy wyjechać cała rodziną. Robimy plany i okazuje się, że tak właściwie to każdy chciałby robić coś innego. W końcu na wakacje czekamy z utęsknieniem cały rok i muszą być udane. Co zrobić żeby każdy czuł się szczęśliwy, spędził wakacyjny czas z rodziną, ale miał również trochę czasu tylko dla siebie. Często trudno to wszystko ze sobą pogodzić i w rezultacie nasze wymarzone wspólne wakacje stają się jednym wielkim pasmem pretensji i niezadowolenia.
Odpowiadając na pytania osób decydujących się na zrobienie podstawowego kursu nurkowego w trakcie tygodniowego wyjazdu na wakacje z rodziną, zastanawiam się co mam napisać. Wiele osób oczekuje, że kurs zrobią w trzy dni, a następne cztery poświecą rodzinie, tak by wilk był syty i owca cała.
Czy w trzy dni nauczymy się pływać? Naszym sukcesem będzie utrzymywanie się na powierzchni. A co , jeśli zabraknie basenowych kafelków pod nogami, na których zawsze bezpiecznie możemy zakończyć „pływanie”, a pod naszymi stopami będzie piasek lub nie daj boże kamienie, albo jakieś roślinki i rybki, które z pewnością czyhają aby nas wciągnąć w „głębinę” i zjeść. I jeszcze do tego fala, wiatr, słońce, przeszkadzający nam ludzie no i brak ściany do której zawsze można dopłynąć i w ostatecznej desperacji i uchwycić się zagłębienia wokół niej, jak ostatniej deski ratunku. Niestety wszystko wymaga czasu. Nurkowanie to coś więcej niż tylko pływanie. A tak na marginesie, przystępując do podstawowego kursu nurkowego, pływać to już musimy bezwzględnie umieć. Dlatego, nie ulegajmy kuszącym hasłom typu 3 dniowy kurs nurkowy. Traktujmy poważnie siebie i to co chcemy robić. Nie idźmy na ilość, ale na jakość, która zdecydowanie wpłynie na nasze dalsze postępy i ułatwi nam zdobywanie kolejnych stopni.
Prowadząc od 10 lat bazę nurkową , niejednokrotnie spotkaliśmy się z tego typu problemem. Oczywiście, idealnym rozwiązaniem jest takie, kiedy przyjeżdżamy sami z konkretnym celem, czyli zrobieniem podstawowego kursu nurkowego. Co jednak jeśli tak nie jest, a druga połowa oraz maluchy też mają swoje plany. Niestety, nie da się wszystkiego ze sobą pogodzić i trzeba iść na kompromis.
Czy można połączyć przyjemne z pożytecznym. Można. Wszystko zależy od nas. Jeśli zgodzimy się poświęcić rano parę godzin na kurs, reszta dnia należy już tylko do naszej rodziny.
Na całe szczęście, piękna pogoda, słońce, ciepła woda, w dużej części nam w tym pomagają. Dlatego też pierwsze trzy dni kursu odbywają się w bliskiej odległości od plaży hotelowej. Staramy się jak najbardziej zminimalizować rodzinne napięcia. Odbywając zajęcia praktyczne w morzu, każdy ma bezpośredni kontakt z rodziną, która jest dodatkowym motywatorem i bardzo dobrze. Wszyscy obserwują co robi kursant, komentują i podziwiają. Czy to nie piękne. Zawsze wtedy mówię, uwaga, pięć minut dla paparatzi, uśmiech na twarzy. Dodatkową atrakcją jesteśmy wtedy dla wszystkich, pełnych podziwu dla nas, turystów, którzy z wielką intensywnością maltretują migawki swoich aparatów fotograficznych. Jak nam to podnosi ego. Po prostu jesteśmy wielcy. No przecież nie damy plamy przy takiej publiczności. Można powiedzieć idealnie, albo cudownie! Motywacja, to podstawa sukcesu, zawsze kiedy ktoś nas obserwuje staramy się, żeby wypaść jak najlepiej. Super, i o to chodzi, przecież i tak wszystko jest w naszych głowach. Myśleć, myśleć i jeszcze raz myśleć. Wszystko da się wytłumaczyć, przetworzyć i przyswoić, każdy na swój sposób. Jest okazja, aby pokonać swoje skrywane, albo nie odkryte słabości, a może możliwości . Jest okazja aby obalić mity, jest okazja aby powiedzieć sobie, że to jest to czego szukałem, oczekiwałem i w czym się świetnie czuję. Zawsze jednak po pierwszych zajęciach praktycznych mamy czas, aby powiedzieć, nie, dziękuję, to nie dla mnie, przynajmniej nie teraz. I to jest równie ważne . Trzeba każdemu dać wolność wyboru, nic na siłę, bo z pewnością nie przyniesie to pozytywnych efektów. Każdy ma swój czas i sam musi o tym zdecydować. Zrobienie kursu podstawowego na zasadzie zaliczenia następnego plastiku do kolekcji jest niezrozumiałe .
Niestety, mimo pięknej , słoneczniej pogody, upału, kuszącej wody itp. trzeba trochę czasu poświęcić na teorię. Zawsze jednak, jest ona poprzedzona przerwą na odpoczynek. Niestety, bez teorii się po prostu nie da. Przy okazji, niektórzy dowiadują się czym oddychają po wodą , bo zazwyczaj wydaje im się że tlenem. Po przejściu przez omówienie sprzętu, technikę, fizjologię etc. natrafiamy na medycynę nurkową. Omawiając urazy i choroby nurkowe wśród kursantów zaczyna pojawiać się lekkie zaniepokojenie. W związku z tym zaczynają czytać manuale, czyli materiały szkoleniowe, które do tej pory leżały bok, czekając na lepsze czasy. Szczególnie trudno zmusić się do nauki w trakcie wakacji.
Program szkolenia jest ułożony tak, aby ucząc nie nudził bez końca powtarzanymi ćwiczeniami. Ze względu na przyjazne warunki , pierwsze nasze kroki pod wodą stawiamy od razu w środowisku naturalnym czyli w morzu. Nasza zatoka hotelowa jest idealnym do tego miejscem o stopniowo zwiększającej się głębokości do max.6m. Uczestnicząc w zajęciach praktycznych w morzu mamy od początku możliwość adaptowania się do nowego środowiska i obserwowania podwodnego życia. Zupełnie inaczej niż na basenie, gdzie mamy zawsze takie same warunki, morze żyje. Raz nam pomaga, a innym razem przeszkadza. Więc przy okazji uczymy się korzystać z tego co nam daje. W miarę upływu czasu, przestajemy walczyć ze sprzętem, a następnie z wodą. Zauważamy ukształtowanie podwodnego terenu, uczymy się przepływać nad wzniesieniami, wykorzystujemy lekkie prądy i poprawiamy własne błędy, oglądając chociażby pozostawione przez nas ślady w postaci ciągnącej się chmury wzniesionego piasku. W tym środowisku nie uda się ukryć błędów. Jest to idealne miejsce do doskonalenia pływalności i techniki. Nawet znienawidzone przez większość zdejmowanie maski jest zdecydowanie przyjaźniejsze. Dlatego można spokojnie otworzyć pod wodą oczy nie bojąc się, że będzie szczypać.
Przy okazji zajęć teoretycznych w bazie, mamy możliwość obserwowania wszystkich czynności związanych z przygotowywaniem sprzętu do nurkowania, wypłynięcia, płukania, układania, ładowania butli i wszelkich codziennych czynności, z którymi też „kiedyś” będziemy mieli do czynienia. Uczymy się więc mimo woli, przyswajając w prosty sposób wiele informacji. Po doprowadzenia do perfekcji wszystkich ćwiczeń w zatoczce, przyswojeniu sobie zagadnień teoretycznych następuje ten dzień- jutro wypływamy na pełne morze! Zajęcia omówione, sprzęt spakowany, wszystko zapięte na ostatni guzik. Rano wypływamy wraz z grupa nurkową. Mamy czas aby oswoić się z łódką i nauczyć się procedur związanych z przygotowaniem do nurkowania z łodzi. Stres nieunikniony, szczególnie dla tych, którzy nigdy wcześniej na łodzi nurkowej nie byli. Dla zminimalizowania stresu, kursanci zawsze wchodzą do wody ostatni, wtedy gdy juz nikt z tych „prawdziwych” nie patrzy, nie śmieje się i nie komentuje. Drugiego dnia wszyscy są już „prawdziwymi” nurkami, na łodzi panuje luźna atmosfera, nikt się nie stresuje, można się opalać. Ćwiczenia zaliczone, uśmiech na twarzy i wyraźne zadowolenie z siebie to najlepsza nagroda za naukę w wakacje. Pozostał już tylko teścik z teorii i uścisk dłoni instruktorów, przypieczętowany rozpaloną do czerwoności płetwą. Czysta przyjemność.

Grażka